Czas pokona nawet najtwardszą skałę i nie mamy na to żadnego wpływu. Tak myślałem jeszcze całkiem niedawno, ale…
Tamten tydzień minął mi na czymś, co mogło tylko utwierdzić mnie w tym przekonaniu. Pomimo wiecznego zarzekania się, że „już nie lubię”, śledziłem Konkurs Piosenki Eurowizji — notabene już siedemdziesiąty. „Piosenki” to dziś chyba niezbyt trafne określenie. Tu już nie wygrywa tekst, melodia i rytm. Tu — tak jak w wielu rzeczach wokół nas — zaszła zmiana.
Mimo nazwy „Konkurs Piosenki”, mam wrażenie, że dziś ważniejsze jest wykonanie, walory głosu, atrakcyjność wykonawcy i całe przedstawienie sceniczne. Piosenka jako kompozycja melodii i tekstu zeszła na dalszy plan — dla mnie zbyt daleko. Nie mam zamiaru krytykować żadnego stylu muzycznego. Sam słucham i lubię również disco polo — tu nie chodzi o gusty. Chodzi mi o samą definicję tego, co wciąż nazywamy „piosenką”. W moim odczuciu tegoroczna triumfatorka — zarówno pod względem kompozycji, jak i tekstu — nie dorównywała wielu swoim poprzednikom. Ale nie chcę tego oceniać w kategoriach lepsze–gorsze. Raczej zauważam zmianę. Już wcześniej w sztuce i poezji mieliśmy uproszczenia formy, prymitywizm, odejście od klasycznej konstrukcji. To nic nowego. Może to po prostu naturalny kierunek.
Może więc uczciwiej byłoby zmienić nazwę tego konkursu na coś bardziej adekwatnego. Na przykład: „Konkurs wykonań krótkich form około teatralno-muzycznych Eurowizji”.
Pewnie siedziałbym jeszcze długo z miną pełną refleksji po ogłoszeniu wyników, myśląc, że odstaję od większości, że się starzeję i że czas jednak mnie pokonał… Gdyby nie to, że w niedzielę przykuło mój wzrok inne wydarzenie. Robert Lewandowski żegnał się z FC Barceloną. Super mecz, super pożegnanie wspaniałego sportowca — ale ja nie o tym.
Ten spektakl uświadomił mi coś podobnego jak Eurowizja: że wszystko się zmienia. I że nawet najsilniejszy, pozornie „niezniszczalny” człowiek nie wygrywa z czasem inaczej niż przez zgodę na jego upływ.
Ludzie młodsi ode mnie, nawet jeśli kończą kariery i przebudowują swoje życie, nie zatrzymują się na tym, co było. Nie analizują Eurowizji ani nie rozkładają zmian na części pierwsze. Oni po prostu idą dalej. I może to oni są zwycięzcami — bo czas ich nie zatrzymuje. Może warto wziąć z nich przykład.
Muszę spróbować.

Dodaj komentarz