Archeolog prowadzący badania podwodne przy wraku statku.

Wrak bizantyjskiego statku odkryty u wybrzeży Chorwacji przypomina, że za każdym znaleziskiem kryje się czyjaś historia.

Czasami historia robi nam dziwne rzeczy. Przez kilkaset lat potrafi ukryć coś przed całym światem, a potem nagle, po wielu wiekach, wyciągnąć to na światło dzienne i mówi: „Patrzcie, o tym jeszcze nie słyszeliście”. Tym razem zrobiła to pod powierzchnią Adriatyku, gdzie przez około 1300 lat spoczywał wrak bizantyjskiego statku.

Archeolodzy badający dno morza u wybrzeży Chorwacji odkryli pozostałości jednostki pochodzącej z czasów Cesarstwa Bizantyjskiego. Statek zatonął prawdopodobnie w VII lub VIII wieku, czyli w czasach, które dla większości z nas kojarzą się bardziej z kartami podręczników historii niż z prawdziwymi ludźmi. A przecież wtedy też ktoś miał swoje plany, problemy, marzenia i sprawy do załatwienia. Wszedł tego dnia na pokład, pożegnał bliskich, miał gdzieś dotrzeć. Może z ważną wiadomością, może z towarem, a może wracał do domu. I nagle wszystko się skończyło. Statek zniknął pod wodą, a razem z nim fragment czyjegoś życia. I przez kolejne trzynaście stuleci morze pilnowało swojej tajemnicy.

Podczas badań archeolodzy odnaleźli przedmioty, które pokazują, że nie był to zwykły rejs handlowy. Wśród znalezisk znalazły się między innymi złote monety, ozdobne elementy biżuterii oraz pierścień z wizerunkiem cesarza. Takie przedmioty wskazują, że na pokładzie mogła znajdować się osoba z wyższych warstw społecznych albo ktoś z jej otoczenia.

Tak – znaleziono złoto. Można policzyć jego wartość, zważyć monety i zastanowić się, ile dzisiaj kosztowałby taki skarb. Ale to mnie najmniej w tej historii interesuje.

Dzisiaj patrzymy na te przedmioty jak na zabytki. Kładziemy je za szybą w muzeum, opisujemy datami i nazwami epok. Ale kiedyś były po prostu czyjąś własnością. Ten pierścień nie był „artefaktem z VII wieku”. Był pierścieniem konkretnego człowieka. Może prezentem. Może pamiątką rodzinną. Może czymś, co miało przypominać o domu.

Dla mnie największą zagadką nie jest sam statek, tylko jego pasażerowie. Nie znamy ich imion. Nie wiemy, jak wyglądali. Nie wiemy, czy byli szczęśliwi, czy akurat przeżywali trudny moment. Nie zostawili po sobie pamiętników, zdjęć ani filmów. Zostawili kilka przedmiotów. I te kilka przedmiotów przetrwało 1300 lat.

Zwróćcie uwagę – żyjemy w czasach, w których podobno możemy zachować wiele różnych rzeczy w sztucznej pamięci. Robimy zdjęcia każdej chwili. Nagrywamy filmy. Trzymamy wspomnienia w telefonach, komputerach i chmurze. Mamy tysiące cyfrowych pamiątek.

Tylko jest jeden mały problem. Zapisujemy całe życie na dyskach, które czasem potrafią zakończyć współpracę po jednej awarii. Wystarczy problem z elektroniką, uszkodzony telefon albo zwykły brak prądu i nagle może się okazać, że nasze wielkie cyfrowe archiwum wspomnień właśnie wyparowało.

Czy więc nie jesteśmy aż tak nowocześni, jak nam się wydaje? Może kawałek metalu potrafi być bardziej trwały niż najnowsza technologia.

Wrak bizantyjskiego statku przeleżał pod wodą około 1300 lat. Przez większość tego czasu nikt o nim nie wiedział. A jednak pewnego dnia ktoś zanurkował, spojrzał w stronę przeszłości i wydobył na powierzchnię fragment czyjegoś życia.

Może za tysiąc lat ktoś również znajdzie coś po nas. Tylko ciekawe, czy będzie to złoty pierścień, stary telefon czy może dysk, którego nikt już nie będzie potrafił uruchomić.

Czasami najtrwalsze rzeczy to te, których wcale nie planowaliśmy zachować.


Źródła informacji:

  • Reuters – informacje dotyczące odkrycia bizantyjskiego wraku i znalezionych artefaktów.
  • eKathimerini – opis badań archeologicznych i odkrytych przedmiotów.

Źródło zdjęcia wyróżniającego:

Zdjęcie ilustracyjne: National Oceanic and Atmospheric Administration (NOAA), Underwater Research, źródło: Wikimedia Commons, licencja Creative Commons Attribution 2.0 (CC BY 2.0). Fotografia przedstawia badania archeologiczne pod wodą i nie dokumentuje bezpośrednio wraku opisanego w felietonie.

Dodaj komentarz

MOJE MOTTO

Wystarczy jedno słowo, by nieznajomy znajomym się stał. Wystarczy Nie Tak Wiele. Wystarczy słowo.

~ Krzysiek Redo,
z wiersza
„Słowo (Nie Tak Wiele)”